| Rejs "TWARDZIELI" - Zawisza Czarny |
|
|
WSPOMNIENIE O REJSIE
Opis rejsu:Wyjechaliśmy z Bielska-Białej w środę 10 lutego o godzinie 17-ej wynajętym autokarem, który po dojechaniu do Gdyni czekać miał na miejscu, aby zabrać nas po rejsie z powrotem do Bielska. Na burcie Zawiszy zameldowaliśmy się w czwartek o godzinie 0500 rano i po zajęciu koji od razu rozpoczęły się szkolenia z obsługi żagli i bezpieczeństwa, obowiązkowe przed wyjściem w morze. Po śniadaniu wszyscy z niecierpliwością oczekiwali przypłynięcia holownika, który miał połamać lód w porcie, zapowiedziany był na 0800 rano. Godzina 0915 po półgodzinnej pracy STRAŻAK-14 uwolnił z lodu żaglowiec i wyrąbał kanał, którym mogliśmy wydostać się z portu na otwarte morze, godz. 1000 dzwonek alarmu manewrowego – wychodzimy, wzbudzając niemałą sensację wśród obecnych w porcie. Przed wyjściem następuje rozstrzygnięcie – płyniemy na Bornholm, planowana Lipawa ze względu na zlodzenie Bałtyku okazała się niedostępna, Kłajpeda i Kariskrona również zamurowane lodem. Pierwsza doba w morzu nie odbiega od standardów: stawianie żagli, wachta nawigacyjna prowadzi żaglowiec, kambuzowa udaje, że pomaga Kukowi, ktoś robi zdjęcia, cześć załogi po kilku godzinach żeglugi, nagle zapragnęła porozmawiać z Neptunem – mocno wychylona za burtę z bliska podziwia morze, karmiąc jednocześnie dorsze ;-). Do Rønne wchodzimy w piątek rano, po zacumowaniu i sprawdzeniu prognozy pogody zapada decyzja - musimy wyjść wieczorem żeby zdążyć z powrotem. Kilka godzin odpoczynku załoga zagospodarowała na zwiedzanie zimowego Rønne i imprezę szantową w kubryku, humory wszystkim dopisują – w końcu „port to jest poezja …” Wieczorem po trudnym wyjściu, w którym pomagała nam obsługa portu, wystarczył jeden telefon i na keji zameldował się doker do oddania naszych cum (naturalnie nieodpłatnie, za postój również nie płaciliśmy), jesteśmy znów na morzu, wieje z NE wypasiona 9-tka Beaufort’a, pada gęsty śnieg, sople lodu na wantach i linach, zimno. Stawiamy żagle marszowe (sztafok, grotsztaksel, bezansztaksel), wspomagając się silnikiem (mała naprzód) płyniemy na południe, kręcimy na logu 10 knotów - jednym słowem JEST PIĘKNIE. Powrót do kraju dostarcza mocnych wrażeń wieje coraz silniej, morze dobrze rozhuśtane, śnieg pada w poziomie a na wysokości latarni morskiej Rozewie w odległości Rano w niedzielę krótki skok przez Zatokę i meldujemy się w Gdyni, tu bez niespodzianek, najpierw zbita warstwa paku lodowego, daleko przed główkami portu, a w Basenie Prezydenta gdzie cumuje Zawisza gruby lód ok. Zostało tylko posprzątać statek, zapakować się do czekającego na nabrzeżu autokaru i do domu.
To był prawdziwy REJS TWARDZIELIWitold Cisowski Zdjęcia: A. Drapella, W. Cisowski, R. Hańderek, K. Stopierzyński
|

